PUCHAR

Ruch Wysokie Mazowieckie – Śląsk Wrocław. Święto piłkarskie, które (zepsuł sędzia)? [ZDJĘCIA/FILM]

Ruch Wysokie Mazowieckie – Śląsk Wrocław

Po meczu Ruch – Śląsk zamieniłem słowo z trenerem gospodarzy Kamilem Jackiewiczem. Pogratulowałem mu dobrej postawy drużyny, ale usłyszałem pełną sportowej złości odpowiedź, że sędzia zepsuł drużynie święto… Święto to było na pewno, bo takiego ruchu na mieście spowodowanego meczem piłkarskim w Wysokiem Mazowieckiem dawno lub nigdy nie było. Takiej frekwencji też. Czy zgadzam się z pierwszym członem wypowiedzi trenera?

Z wysokości trybun sytuacja, w której Jakub Mikołajczyk zatrzymywał napastnika Śląska, nie była na tyle widoczna, by to ocenić obiektywnie. Nie można też było obejrzeć powtórki sytuacji w telewizji, bo Polsat miał problemy techniczne i transmisji z meczu nie przeprowadził. Jednak jeden telewizor, ten najważniejszy, działał, i powtórki pokazywał. Ten, na którym sytuację z 31. minuty mógł obejrzeć ponownie sędzia Łukasz Kuźma. Obejrzał i… zmienił kolor kartonika z żółtego na czerwony. I chyba trzeba sędziemu zaufać, ale…

Kilku kibiców zaczepiło mnie po meczu twierdząc, że sędzia mógł w takim dniu dla Ruchu przymknąć oko i zlitować się nad małym i słabym w starciu z wielkim ekstraklasowiczem. Tego chciałbym ja tysiąc kibiców na stadionie. Mecz byłby wtedy bardziej wyrównany, a dobrze prezentujący się tego dnia Ruch mógłby bardziej zagrozić Śląskowi, bo do tej czerwonej kartki radził sobie bardzo dobrze. Zgoda, mógł, tym bardziej, że już decyzję podjął, kartkę pokazał, ukarał zawodnika Ruchu i nic by się nie stało, gdyby po prostu przy tym pozostał.

Z drugiej strony – skoro sędzia widział powtórkę i był przekonany, że należy się czerwona kartka, bo takie są przepisy gry w piłkę – dlaczego miałby jej nie pokazać? Sędziego też oceniają przełożeni, on też pracuje na swoje nazwisko i chce sędziować jak najlepiej, zajść jak najwyżej. Dlatego nie możemy mieć pretensji do Łukasza Kuźmy ani żadnego sędziego z wozu VAR.

Pretensji nie możemy mieć też do Kuby Mikołajczyka. Faul, w mojej ocenie, nie był popełniony z premedytacją, Kuba chciał powstrzymać zawodnika Śląska, który wychodził na czystą pozycję. Wytrącił go z równowagi, ale wynikało to raczej z szybkości piłkarza Śląska niż ze znaczącego błędu młodego zawodnika Ruchu. Szkoda, że dla młodego i zdolnego piłkarza z Wysokiego Mazowieckiego mecz skończył się tak szybko, bo każda upływająca minuta spotkania przy wyniku 0:0 dawała większe szanse Ruchowi na postawienie się rywalom. A tak – zaraz po czerwonej kartce padła bramka Śląska, do szatni.

To, że tak długo utrzymywał się wynik 0:0 było też zasługą Rafała Rakowieckiego. Doświadczony bramkarz Ruchu, który spędził w tym klubie parę ładnych sezonów, grając w nim także na poziomie 2. ligi, był tego dnia jak kot w bramce gospodarzy. Wygrał kilka pojedynków sam na sam, odbił nogami strzał z kilku metrów. Pewnie wznawiał grę od bramki. Gdyby był młodszy – nazwisko Rakowiecki mogłoby znaleźć się w notesie trenera Djurdevića.

Po meczu trener Djirdević zwrócił uwagę na znakomitą organizację meczu przez klub z Podlasia. Podziękował za stworzenie bardzo dobrych warunków do rozegrania meczu i przygotowania się do niego. Z trybun wyglądało to tak samo. Bandy, kamery, pełne trybuny, a na nich, nagrodzony brawami prezes PZPN Cezary Kulesza, 200 kibiców gości – dało się poczuć klimat polskiej piłki na najwyższym poziomie.

Wielka piłka zawitała do Wysokiego Mazowieckiego w to środowe popołudnie i wraz z odjechaniem pięknego autokaru Śląska – odjechała i ona. Jednak to, że w ogóle zagościła na stadionie w Wysokiem Mazowieckiem to zasługa i jednocześnie najlepsza nagroda dla zawodników Ruchu za zdobycie Podlaskiego Pucharu Polski, którego kolejna edycja niedawno się rozpoczęła. To nagroda lepsza niż koszulki piłkarzy Śląska, które otrzymali niektórzy z graczy Ruchu po meczu. Chłopaki zasłużyli na wielki brawa! Dziękuję za emocje, jakich dostarczyliście!

ZAPIS LIVE W PRZERWIE MECZU

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.