Zaległości wobec MOSiR-u sięgające ubiegłego lata, piłkarze odmawiający treningów i narastający niepokój o przyszłość klubu. W Łomży sytuacja staje się krytyczna. Dotarliśmy do informacji, które rzucają nowe światło na skalę kryzysu przy Zjazd 18 w Łomży.
Jeszcze niedawno emocjonowaliśmy się sportową rywalizacją, a dziś uwaga kibiców ŁKS-u Łomża przenosi się z boiska do gabinetów i arkuszy kalkulacyjnych. Z informacji płynących z kilku niezależnych źródeł wyłania się obraz klubu, który walczy o przetrwanie, a pętla finansowa zaciska się coraz mocniej.
Piłkarze mają dość! Z informacji przekazanych przez anonimowego informatora wynika, że cierpliwość zawodników dobiegła końca. Według naszych źródeł zaległości płacowe wobec drużyny sięgają grudnia 2025 roku. W dniach 10 i 11 marca 2026 roku piłkarze nie wyszli na pełny trening, ograniczając swoją aktywność w ramach protestu.
Jeżeli te doniesienia się potwierdzą, będziemy świadkami najpoważniejszego kryzysu wewnątrz drużyny od lat. Brak regularnych wypłat to nie tylko problem socjalny dla zawodników, ale realne zagrożenie dla morale i wyników sportowych w kluczowej fazie sezonu.
W podobnym, alarmującym tonie wypowiada się w mediach społecznościowych radny Piotr Modzelewski. Jego wpisy na profilu Facebook wskazują na to, że sytuacja finansowa ŁKS-u nie jest już tylko „tajemnicą poliszynela”, ale faktem, który wymaga natychmiastowej reakcji władz i zarządu. Radny wprost sugeruje, że kondycja klubu jest daleka od stabilnej.
Najbardziej konkretne i uderzające dane padły jednak dzisiaj rano na antenie Radia Nadzieja. Gościem audycji była dyrektor łomżyńskiego MOSiR-u, Bernadetta Krynicka. Jej wypowiedź nie pozostawia złudzeń co do skali zadłużenia klubu wobec miasta.
„Zalegają od lipca poprzedniego roku i to jest kwota prawie 60 tysięcy na dzień 4 marca. To są zaległości za udostępnienie obiektu na mecze, to jest opłata za bieżące utrzymanie i też najem…” – wyliczała dyrektor Krynicka.
Fakt, że klub nie reguluje opłat za korzystanie z własnego stadionu od ponad pół roku, jest sygnałem skrajnie niepokojącym. Kwota 60 tysięcy złotych może wydawać się w skali profesjonalnego sportu niewielka, ale dla budżetu miejskiego ośrodka i w kontekście innych długów, jest to obciążenie, którego nie można ignorować.
Sytuacja, w której klub zalega jednocześnie pracownikom (piłkarzom) oraz partnerom infrastrukturalnym (MOSiR), jest sytuacją podbramkową. Kibice zadają sobie pytania:
Gdzie podziały się środki z dotacji i od sponsorów? Czy zarząd ŁKS-u przedstawi plan naprawczy?
Będziemy na bieżąco monitorować sytuację i oczekujemy na oficjalne stanowisko władz klubu w tej sprawie.


