Był kiedyś taki zespół w Lidze Mistrzów, który na swoim stadionie potrafił wyszarpać remis, a nawet zwycięstwo z absolutnie każdym potentatem. To oczywiście drużyna z Glasgow grająca na Celtic Park. W okręgówce takim królem własnego boiska jest z pewnością GKS Gródek, ale z zaznaczeniem, że ów niepokonany u siebie zespół potrafi też tracić punkty z dołem tabeli np. Bocianem, Dębem czy Rudnią.
Skupmy się jednak na ostatnim meczu – Pomorzanka Sejny, podobnie jak przed świętami Cresovia, już była w (o)Gródku, już witała się z Gąskiem, licząc na kolejny punktowany mecz w swoim rewelacyjnym sezonie, ale w 88. minucie zaboru wszystkich oczek na ten mecz przeznaczonych do rozdysponowania postanowił dokonać Tomasz Owerczuk. „Mój człowiek” na tym meczu twierdził, że w Zarzeczanach grano podręcznikowy mecz na sprawiedliwy remis. Tym bardziej więc szacun, Tomku, bo – podobnie jak Twoi koledzy – wiedziałeś na pewno jak szalenie ważne było zwycięstwo z Sejnami. W końcu porażka oznaczałaby spadek na 4. miejsce, przy równoczesnej tendencji rosnącej w przypadku czyhających tylko na potknięcia GKS-u – rozpędzonych: rezerw Wasilkowa oraz Cresovii. Oni mogą się do wakacji już nie zatrzymać.
Miejski Klub Sportowy POGOŃ Łapy też słynie z pokonywania faworytów, a niekoniecznie słabszych drużyn, ale Rycerze Wiosny z 2025 roku, w tym sezonie wyraźnie zawodzą i takich niespodzianek zbyt wiele nie sprawili. Ryba psuje się od głowy, a Pogoń od Hryniuka. To przede wszystkim postawa i forma popularnego „Piro” przekłada się na wyniki Pogoni i nie zmieniają tego nawet gole w kolejnych meczach grającego trenera Łukasza Kula. Widać, że szkoleniowiec chce prowadzić ten zespół także jako zawodnik, na boisku i daje z siebie jak najwięcej, ale obecna Pogoń jest po prostu oparta na Piotrze Hryniuku. A ten wszedł z ławki w drugiej połowie, oddał szybko 2 groźne uderzenia oraz nieudanie dośrodkowywał z rzutu wolnego, ale dobitka po błędzie bramkarza wylądowała na poprzeczce, więc zagrożenie też zaistniało. I tyle – potem czołowy strzelec poprzednich sezonów okręgówki albo nie dostawał dobrych podań albo sam wnosił niewiele z piłką przy nodze. Krzyki na kolegów to za mało – na część z nich działają jak czyjekolwiek krzyki na dobrego sędziego, czyli w ogóle. Pogoń grająca dobrze w pierwszych połowach, a bezradna w drugich odsłonach, nie utrzyma się w lidze na pewno, chyba że przy zielonym stoliku.
Klub Sportowy „Sokół 1946 Sokółka” poświęciliśmy wiele miejsca w rozmowie pomeczowej, więc tylko powtórzymy, że dziś zespół ten opiera się na formie strzeleckiej Dawida Dudziuka, który trafia i to często mnogo (z Łapami aż 3-krotnie) w 4. kolejnym meczu. Ktoś temu Dudziukowi jednak dogrywa, a podania otrzymuje znakomite. Sokół potrafi grać do bólu pragmatyczną piłkę i jest lepszy w drugich połowach meczu, a to jest przecież szalenie istotne. Pokonał w krótkim czasie niemal wszystkich rywali z dołu tabeli, poza derbowym przeciwnikiem z Dąbrowy. Umieć wykorzystywać korzystny czas w terminarzu to też sztuka – większa niż się wielu osobom wydaje.
O Rudnia Zabłudów konkretnie – jest jak pudełko czekoladek z kultowego filmu. Nigdy nie wiadomo co się jej trafi. W ciągu jednego marcowego tygodnia potrafiła postawić się liderowi, tracąc tylko jednego gola, by tydzień później dostać bęcki 0:8 od Wasilkowa. Teraz a to remis, a to porażka z drużynami będących w jej zasięgu. Jeżeli to początek kryzysu, to przyszedł on w najgorszym możliwym momencie, ponieważ zwłaszcza Mielnik – pierwsza drużyna z czerwonej strefy już ostrzy sobie kły na zamianę miejsc w tabeli. Lepiej więc żeby podopieczni trenera Radka Klepackiego nie dali sobie wydrzeć utrzymania w ostatniej chwili, w bardzo niefortunnych okolicznościach. Tak – pamiętam o jednym zaległym meczu ze Spartą Szepietowo, ale on jeszcze nie został wygrany.
Mecze Narew Choroszcz zapewniają wiele emocji, a nie powinny, bo tam najbardziej średni średniak w tym sezonie okręgówki. Podopiecznym trenera Grzesia Pieczywka nie grozi już ani walka o awans, ani o utrzymanie. Oczywiście matematycznie można wskoczyć jeszcze i tu i tam, ale nie oszukujmy się – za mało jakości na awans, za dużo jakości na spadek, a na dodatek Marcin Jaromiński, który trafia do siatki już w 6. kolejnym spotkaniu, więc jest pod tym względem lepszy od wspomnianego Dawida Dudziuka, chociaż warto mieć na uwadze, że wszystkie gole tego drugiego padały w zwycięskich meczach, a Jary i Oddział Zamknięty, po drodze gubili gdzieś punkty.
Żubr Drohiczyn jest jak przystojny kawaler, za którym oglądają się wszystkie panny, ale niestety jest on spłukany i żadnej z nich nie jest w stanie uwieść, bo nie ma za co postawić jej nawet drinka.
Po kolejnym meczu same pochwały pod adresem czerwonej latarni ligi, że Żubr gra tak ładnie, składnie, więc dlaczego szoruje po dnie, a ostatni mecz wygrał we wrześniu? Odpowiedź jest jedna – po prostu są tacy, którzy potrafią grać, a nie potrafią punktować i „Nadbużańscy” są typiczno-modelowym przykładem takiej drużyny. Jest to zespół, który spadnie z okręgówki, ale nie z hukiem, bo zapewne zostawi po sobie te właśnie omawiane „dobre wrażenie”. Daje ono podstawy do utrzymania podobnej kadry na zmagania A-klasowe i próbę szybkiego powrotu do okręgówki. Tyle, że okręgówka w kolejnych sezonach będzie silna jak chyba nigdy wcześniej w jej najnowszej historii.
Akademia KS Wasilków dostał więc w Czartajewie ciężary, zwłaszcza w końcówce, gdy na własne życzenie stracił 2 zawodników za czerwone kartki, drugą bramkę, co gwarantowało nerwową końcówkę. Prawdziwe drużyny poznaje się jednak po zdolności do wygrywania w ekstremalnie trudnych sytuacjach. Tę próbę znakomity wiosną zespół rezerw trzecioligowca zwyczajnie przeszedł pozytywnie.
Sytuacja Klub Sportowy KP Bocian Boćki to podobny case jak Żubra. Granie radosnego futbolu, organizowanie uczty wtedy, gdy trzeba pościć i zaciskać pasa. Może oni po prostu inaczej nie potrafią grać? Jeśli tak jest, to niech też serio szykują się na klasyki z Żubrem, ale już na łamach A klasy – tam filozofia Joga Bonito kosztem taktycznych szachów 5D to codzienność.
Czy będą osoby, które pożałują Bociana podobnie jak Żubra? Niewątpliwie i będzie ich wielu. Warto jednak zaznaczyć, że drużyna trenera Bartka Dworakowskiego ma 5 oczek więcej od podopiecznych trenera Krystiana Dawidziuka i jej jeszcze na zaplecze okręgówki odsyłać nie można, bo szanse na utrzymanie wciąż istnieją, choć nie są wielkie.
Akademia ŁKS Łomża idzie spokojnie po swoje. Tydzień temu Żubra ustawiła do pionu w pierwszych 5 minutach drugiej połowy (gdy prowadziła 3:0), a teraz znowu siatkarskie 3:0 uzyskała już w pierwszej połowie. Młodzi zawodnicy z Łomży nie zlekceważyli rywala nawet w końcówce, strzelając ostatnie 3 gole w 6 minut. 8:1 to nie tylko pogrom na beniaminku, ale też koncert strzelecki Łukasza Kijka, który zdobył aż 4 bramki (łącznie ma ich 27) i już tylko jednej brakuje mu do zrównania się z Janem Kacprowskim z Puszczy Hajnówka. Pewnie już wcześniej zostałby liderem strzelców, ale miał też debiutancki epizod w pierwszej drużynie – w końcu to jedynka jest jego miejscem docelowym i rozwijać się trzeba.
Clovin Orlęta Czyżew to zespół, o którym mówi się, że ma wszystko poza wynikami. Jest kasa, są zawodnicy, zaplecze, dobrzy trenerzy, a jednak czegoś brakuje. Już widać, że jeśli powrót do IV ligi, to nie w tym roku. Zbyt wiele było potknięć na boisku i zawirowań poza nim. A szkoda, bo większość zawodników Orląt ma papiery na granie wyżej niż obecnie. Potknięcie z Mielnikiem to po prostu coś, co nie powinno mieć miejsca.
Mielnik Mielnicki Klub Sportowy też ma swoje CV i oklepaną legendę w podlaskiej piłce. A legenda brzmi tak: co by się nie działo, jak dziadowskiej jesieni by nie zagrał, ilu zawodników by nie potracił, to i tak jakoś się tym psim swędem Mielnik utrzyma. MKS w obecnym kształcie od 2000 roku nie powąchał jeszcze A-klasowej murawy, za to III-ligową jak najbardziej. Jazda na picu czy jednak trenerski nos będącego najdłużej na swojej funkcji w lidze Radosława Kondraciuka? Przekonamy się na koniec sezonu – fakty są takie, że 5 mecz z punktami Mielnika stał się faktem, a zwycięstwo z Orlętami jest dla kibiców MKS-u przemiłą niespodzianką.
LKS Dąb Dąbrowa Białostocka pogodzony już z A klasą (?) pokazuje wiosną, że chce pozostawić po sobie dobre wspomnienia. Wprawdzie SBR Sparta 1951 Szepietowo gładko wyszła na przerwę z prowadzeniem 3:0, ale w drugich 45 minutach nie straciła już żadnej bramki. I takie „robim, co możem”, zapewne nawet z przerwami nawet na zaskakujące zwycięstwa czy też remisy, będzie Dębowi towarzyszyło do końca sezonu.
Sparta to podobna historia w tabeli, co Narew, choć pewnie przeciwnicy z dołu mocno liczyli na jej potknięcia. Podopieczni trenera Alberta Rydzewskiego grają w kratkę, co w zupełności pozwoli im utrzymać się w lidze, zważając na obecny dorobek punktowy spadkowicza z IV ligi.
Cresovia Siemiatycze prawdopodobnie odpaliła już 5. bieg i właśnie rozpoczyna marsz po awans na miejsce barażowe, a wiemy, że trener Wojciech Moczulski potrafi zaprogramować Cresę i dokręcić śrubę swoim zawodnikom w odpowiednim momencie. Jeśli teraz siemiatyczanie nie potkną się głupio w Sokółce, tak jak roku temu, remisując tam 2:2, co finalnie kosztowało ich baraże (od tamtego spotkania przecież wygrywali wszędzie i z każdym), to 10 maja w Wasilkowie będziemy mieli wielkie meczycho, na miarę zeszłorocznego pamiętnego spotkania LZS Krynki – Pionier Brańsk. To będzie gra o wszystko, bo ciśnienie na powrót do IV Ligi Podlaskiej jest niesamowite. Jak należy teraz mówić o Cresovii – „Zozol i spółka” czy „Ćwirek i spółka”? To dobre pytanie, bo pierwszy jest najlepszym strzelcem drużyny, a drugi gra ostatnio jak z nut. Teraz ustrzelił hat tricka, w tym bramkę z przewrotki. Byli koledzy z Puszczy pewnie byli pod wrażeniem.
Puszcza Hajnówka, choć na podsumowania sezonu jeszcze za wcześnie, i tak może się cieszyć, że posprzątała bałagan po istnej katastrofie z kampanii 2024/2025, gdy zwyczajnie powinna spaść do A klasy, gdyby nie korzystna na tle obecnej organizacji rozgrywek – sytuacja. Hajka zawodzi tylko czasami, posiada najlepszego strzelca ligi, a więc kibice mają też swojego ulubieńca. Utrzymanie jest pewne. Hajnowianie pod wodzą popularnego „Dako” po prostu weszli na dobre tory i takie porażki jak ostatnia, nie powinny napawać ich przesadnym pesymizmem.

