Transfer Nika Prelca nie wywołał tak dużego poruszenia jak głośne nazwiska z przeszłości, ale może okazać się jednym z ciekawszych ruchów Jagiellonii tego lata. 25-letni Słoweniec ma za sobą występy we Włoszech, Austrii i Anglii, a jego piłkarska droga pokazuje, że talent nigdy nie był jego problemem. Pytanie brzmi: czy Białystok okaże się miejscem, w którym wreszcie wykorzysta pełnię swojego potencjału?
Od wielkiego talentu Sampdorii
Prelec pochodzi z Mariboru, a już jako 16-latek trafił do akademii Sampdorii. We Włoszech był uznawany za jednego z najbardziej perspektywicznych słoweńskich napastników swojego rocznika. Regularnie zdobywał bramki w rozgrywkach Primavera i trenował z pierwszym zespołem, gdzie miał okazję pracować między innymi z Fabio Quagliarellą. Mimo to nie doczekał się debiutu w Serie A.
To był pierwszy moment, w którym jego kariera wyhamowała. Wypożyczenie do Olimpiji Lublana nie przyniosło przełomu, a dopiero transfer do austriackiego WSG Tirol pozwolił mu odbudować pozycję.
Austria pokazała jego największe atuty
To właśnie w Austrii Prelec zaczął przypominać napastnika, którego kilka lat wcześniej obserwowali włoscy skauci. Już w pierwszej rundzie Bundesligi zdobył sześć bramek w zaledwie trzynastu ligowych meczach. Taka forma sprawiła, że zimą 2023 roku wykupiło go Cagliari.
Po awansie Cagliari do Serie A klub uznał jednak, że najlepszym rozwiązaniem będą kolejne wypożyczenia. Słoweniec wrócił do WSG Tirol, gdzie ponownie był jednym z najgroźniejszych napastników ligi, zdobywając osiem bramek. Następnie trafił do Austrii Wiedeń, gdzie dołożył kolejne sześć trafień i występował również w eliminacjach europejskich pucharów.
Jakim jest napastnikiem?
Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że przy 186 centymetrach wzrostu Jagiellonia sprowadziła klasycznego „wieżowca”. Nic bardziej mylnego.
Prelec jest lewonożnym napastnikiem, który zdecydowanie lepiej czuje się w ruchu niż w statycznej walce z obrońcami. Lubi schodzić po piłkę, uczestniczyć w rozegraniu i atakować wolne przestrzenie za linią defensywy. W wywiadach wielokrotnie podkreślał, że nie chce być napastnikiem czekającym wyłącznie na dośrodkowania.
To profil, który może dobrze wpisywać się w styl Adriana Siemieńca. Jagiellonia od kilku sezonów preferuje napastników aktywnie uczestniczących w budowaniu akcji i intensywnie pracujących bez piłki.
Dlaczego nie przebił się we Włoszech?
To chyba największy znak zapytania
Cagliari zapłaciło za niego po zaledwie pół roku gry w Austrii, ale później nie postawiło na niego w Serie A. Zamiast tego regularnie wysyłało go na wypożyczenia. Nie oznacza to jednak, że całkowicie straciło do niego zaufanie – klub przedłużył z nim nawet kontrakt przed kolejnym wypożyczeniem do Austrii Wiedeń.
Może to sugerować, że problemem nie był brak umiejętności, lecz poziom konkurencji i brak odpowiedniego momentu na przebicie się do pierwszego składu.
Liczby pokazują jedno
Prelec nigdy nie był napastnikiem gwarantującym 20 czy 25 bramek w sezonie.
Jednocześnie praktycznie wszędzie, gdzie regularnie grał, dostarczał gole. W WSG Tirol zdobył łącznie 14 ligowych bramek w dwóch pobytach, a w Austrii Wiedeń dołożył kolejne sześć. Do tego ma bardzo bogaty dorobek w młodzieżowych reprezentacjach Słowenii: od U-15 do U-21 rozegrał 67 spotkań i strzelił 28 goli.
Czy pasuje do Jagiellonii?
Na papierze – tak.
To zawodnik będący w najlepszym wieku dla napastnika, posiadający doświadczenie zdobyte w kilku ligach, przyzwyczajony do gry o wysoką stawkę i jednocześnie wciąż mający coś do udowodnienia.
Nie jest transferem „gwiazdy”, która przyjeżdża odcinać kupony. Bardziej przypomina piłkarza, który szuka miejsca, aby odbudować swoją wartość. W ostatnich latach właśnie tacy zawodnicy bardzo często odnajdywali się w Białymstoku.
Czy Prelec okaże się następcą Afimico Pululu? Odpowiedź poznamy dopiero za kilka miesięcy. Jedno jest jednak pewne – Jagiellonia sprowadziła napastnika z dużo ciekawszym piłkarskim CV, niż mogłoby się wydawać po pierwszym spojrzeniu na jego statystyki.
Fot. Jagiellonia Białystok

