14 września br. w Sokółce Dąb Dąbrowa Białostocka podejmował MKS Mielnik. To miał być zwykły ligowy mecz podlaskiej „okręgówki” i nie ukrywajmy – z racji na niskie pozycje w tabeli owych zespołów, spotkanie, które powinno cieszyć się zainteresowaniem przede wszystkim kibiców obu ekip. Niekoniecznie – innych osób niż wymienione.
Podwójne konsekwencje kontuzji
Kwestie pozasportowe zadecydowały jednak o tym, że omawianym starciem – choć dopiero po jego zakończeniu – zainteresowali się ludzie na co dzień z regionalną piłką mający niewiele wspólnego w sposób bezpośredni jak np. pracownicy medyczni (lekarze, ratownicy itd.). Tak dzieje się głównie wtedy, gdy dochodzi do sytuacji niecodziennych.
Wszystko z powodu zdarzenia do jakiego doszło pod koniec pierwszej połowy. Przy stanie 4:0 dla gospodarzy, poważną kontuzję odniósł bramkarz gości Patryk Mormol. Co w tym momencie musiał pomyśleć sobie trener MKS-u? Można się domyślać, że zapewne coś w stylu „nie dość, że czwórka w plecy, to jeszcze ta kontuzja!”.
Mecz rozstrzygnięty w przerwie
Limit pecha w obozie Mielnika wyczerpany? Nie! Na domiar złego, okazało się, że na miejscu nie ma osoby, która może udzielić pomocy medycznej. Przypomnijmy – warunkiem rozpoczęcia tego typu zawodów jest jej obecność zarówno jako zapisanej z imienia i nazwiska w protokole jak też czuwającej z poprawnie zaopatrzoną torbą w okolicy boiska i ławek rezerwowych. Pomoc medyczna (lekarz, pielęgniarka czy ratownik medyczny) musi także posiadać coś co najprościej nazwać należy „aktualnymi papierami z pieczątkami”.
W związku z brakiem takiej DORAŹNEJ pomocy (czym innym jest późniejsze wezwanie karetki), piłkarze i sztab MKS-u postanowili udać się do szatni i odjechać do Mielnika.
Drugiej połowy w Sokółce nie rozegrano. Oznaczało to, że decyzję w sprawie tego meczu musiał podjąć Podlaski Związek Piłki Nożnej, a dokładnie Wydział Gier i Ewidencji.
Trudna decyzja związku
Walkower był tutaj wręcz nieunikniony. Pytanie brzmiało – kto go otrzyma?
Wątpliwości – wbrew pozorom – nie brakowało. Po pierwsze – wynik z boiska był wysoki, a przecież „zastrajkowała” drużyna, która była w niekorzystnym położeniu boiskowym, nie tylko z powodu kontuzji kluczowego zawodnika.
Gospodarze mogli przecież użyć swojej argumentacji tak jak to we wszelakich sądach bywa i z pozoru będąca na pozycji przegranej drużyna, mogłaby jednak swoje ugrać. Życie zna takie przypadki.
Błąd sędziego, że rozpoczął mecz
Jak się jednak okazuje, Podlaski ZPN poszukał przyczyny powstania tej kuriozalnej sytuacji także wśród osób neutralnych, a więc spoza Dębu i MKS-u. Mowa tu o sędziach. Błędem sędziego głównego było rozpoczęcie spotkania bez opieki medycznej. Wobec arbitra zostaną wyciągnięte konsekwencje dyscyplinarne – powiedział w rozmowie z nami Marek Rakowski, przewodniczący WGiE przy Podlaskim ZPN-ie.
Pan przewodniczący wspominał także o tym, że zespół z Mielnika w momencie rozpoczęcia spotkania nie wiedział o braku opieki medycznej, natomiast w protokole meczowym adnotacja o osobie udzielającej opieki medycznej pojawiła się dopiero w przerwie, czyli po zaistniałej sytuacji z kontuzją. Na dodatek za kogoś uprawnionego do świadczenia takiej pomocy został wskazany kierownik drużyny. Przepisy jasno zakazują łączenia tych funkcji podczas meczu.
Decyzja była trudna do rozstrzygnięcia z powodu samodzielnego zaniechania dalszej gry przez zespół z Mielnika, ale za słuszną należy uznać argumentację gości, że stało się tak z powodu troski o zdrowie swoich zawodników – dodaje Rakowski.
Ostatecznie – walkower
W ten sposób wynik został zweryfikowany jako walkower 0:3, na korzyść Mielnika. Można powiedzieć, że jest to pyrrusowe zwycięstwo, bo okupione kontuzją podstawowego zawodnika, ale z drugiej strony jakże cenne są te 3 punkty w kontekście utrzymania! Zespół, który przegrywał już 0:4 i był wręcz skazany na porażkę w tym meczu, kończy go ostatecznie z kompletem oczek, a zarazem po 10. kolejce ma ich już 11, przez co od teraz nie plasuje się w nominalnej strefie spadkowej.
Dla mielniczan były to więc niezwykle ważne punkty w kontekście utrzymania. Szczególnie, że z Podlaskiej Klasy Okręgowej spadnie w czerwcu już nie jeden, ale co najmniej 5 zespołów, a w tym momencie na czele odwróconej tabeli stoi nie kto inny, ale właśnie Dąb Dąbrowa Białostocka – z zaledwie 1, a nie 4 punktami na koncie.
Co myślicie o finale całej tej sytuacji? Zachęcamy do dyskusji w komentarzach.

