
Specjalnie dla naszych czytelników wyjątkowy wywiad z byłym już trenerem Sparty Augustów Karolem Salikiem, który rozstał się z drużyną w dość kontrowersyjnych okolicznościach, po uzyskaniu awansu do 4. ligi.
Marcin Masłowski: Witam, dlaczego zrezygnował Pan z prowadzenia Sparty Augustów przed rozpoczęciem rundy jesiennej IV ligi podlaskiej?
Karol Salik: Podjąłem tę decyzję, ponieważ nie dostrzegałem możliwości dalszej współpracy z osobami odpowiedzialnymi za funkcjonowanie klubu.
Czy Zarząd klubu wspierał Pana działania w poprzednim sezonie?
Wszystko zależy od tego, jak rozumiemy słowo „wsparcie”. Dla mnie nie sprowadza się ono wyłącznie do kwestii finansowych. Wsparcie to przede wszystkim realna pomoc w codziennym funkcjonowaniu drużyny. Ułatwianie i pomoc w organizacji meczów, zaangażowanie w życie zespołu, dobra komunikacja i dbałość o potrzeby zawodników. Niestety, w tych aspektach odczuwałem poważne braki. Być może wynika to z moich wcześniejszych doświadczeń. Miałem okazję działać w klubach na wyższym poziomie i wiem, jak profesjonalnie może to wyglądać. Oczywiście nie oczekuję, że wszystko zostanie przeniesione na grunt augustowski w identycznej formie, ale wiem, że stać nas na więcej. Warunkiem jest jednak to, że obie strony muszą chcieć zmian i wspólnie dążyć do lepszego funkcjonowania drużyny.
Jak Pan uważa dlaczego Zarząd Sparty Augustów nie chciał awansu i wszystkie działania dokonywane w celu rozwoju klubu przez Pana nie były odbierane pozytywnie?
Tu z pewnością należałoby wejść w większe szczegóły. Dla jasności, ja nigdy podczas sezonu, nie usłyszałem wprost, że klub nie chce awansować do IV ligi. Gdyby taka informacja padła, zakończyłbym współpracę natychmiast. Jednak wiele działań, a może raczej ich brak, nie wskazywało na to, że awans jest dla klubu realnym priorytetem. Mimo tego wspólnie osiągnęliśmy coś wyjątkowego. Po czterech latach udało się wywalczyć awans do IV ligi. To nie jest mój osobisty sukces, to sukces całego klubu, drużyny i miasta. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że do dziś na oficjalnej stronie Sparty nie pojawiła się żadna wzmianka o tym osiągnięciu. W takiej sytuacji trudno nie zadać pytania, dlaczego? Bo jeśli kogoś boli sukces drużyny, której jest częścią, i nie potrafi się z niego szczerze cieszyć, to powinien zastanowić się, czy chce dalej współtworzyć ten klub i w nim funkcjonować.
Zarząd Sparty Augustów wydał oświadczenie na social mediach klubu, czy chce Pan to w jakiś sposób skomentować?
Jedynym elementem, który zgadza się w tym piśmie, są daty. Awans do IV ligi przypieczętowaliśmy 15 czerwca meczem z Gródkiem. Czy zatem wyznaczenie pierwszego spotkania dopiero na 3 lipca można uznać za właściwe? Moim zdaniem, zdecydowanie nie. Już bezpośrednio po awansie prosiłem o pilne spotkanie. Chciałem, abyśmy w pierwszym tygodniu po zakończeniu sezonu wspólnie usiedli, omówili dalsze plany, podjęli rozmowy o przyszłości drużyny, o ewentualnych zmianach, potrzebnych wzmocnieniach oraz przedłużeniu umów z zawodnikami i ze mną. Niestety, mimo wcześniejszych obietnic, przez pierwszy tydzień nie znalazł się czas na takie spotkanie. Samo spotkanie 3 lipca, nieprzygotowane, było niestety odzwierciedleniem szerszego podejścia do funkcjonowania klubu. Przekazałem wówczas listę zawodników, z którymi warto jak najszybciej się skontaktować w sprawie dalszej współpracy. Wiem z doświadczenia, również jako były zawodnik, jak wiele znaczy dla piłkarza, gdy ktoś z zarządu po prostu zadzwoni, zapyta o plany, pokaże zainteresowanie. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Do kapitana zespołu zadzwoniła księgowa lub osoba z biura, do dziś nie wiadomo dokładnie kto, w sprawie ustalenia spotkania z zawodnikami, które odbyło się bez mojego udziału. Tu dochodzimy do sedna sprawy.
Podczas tego spotkania padły słowa, które trudno uznać za motywujące czy budujące. Może zostawię je dla siebie (są w oświadczeniu zawodników) Czy naprawdę tak powinna wyglądać rozmowa z zawodnikami drużyny, która właśnie odniosła sportowy sukces? Znam inne standardy rozmów w klubach, które chcą się rozwijać. To nie był pierwszy przypadek, gdy podejmowano działania za moimi plecami. Pojawiały się również sugestie w stylu „czy bez trenera sobie poradzicie?”, które trudno uznać za przypadkowe.
Widać ogromne wsparcie w social mediach dla Pana osoby od kibiców i zawodników, którzy pod Pana okiem trenowali. Czy chciałby Pan coś im w tej sytuacji przekazać?
Jestem ogromnie zbudowany postawą zawodników oraz wsparciem ze strony kibiców. Dla mnie celem zawsze był i będzie rozwój drużyny, jak i całego klubu. Ostatnie dni pokazały, że Sparta to coś więcej niż tylko piłkarska drużyna, to ważna część życia wielu ludzi w Augustowie i nie tylko.
Chciałbym z całego serca podziękować wszystkim, którzy okazali mi wsparcie, zarówno osobom ze środowiska sportowego, jak i kibicom, którzy po prostu kochają ten klub. Otrzymałem mnóstwo ciepłych i motywujących słów, to daje siłę i pokazuje, że to, co robimy, ma sens. Podczas wczorajszego spotkania Zarządu z zawodnikami padły słowa, że zostaną podjęte działania, by zablokować mój dalszy rozwój jako trenera. Jeśli rzeczywiście ktoś ma taki zamiar, proszę bardzo. Wierzę jednak, że z taką energią, jaką pokazali ludzie, z takim zaangażowaniem i jednością, nikt tej siły nie zatrzyma. Będę walczył dalej.
Jakie są Pana plany na najbliższy czas? Czy ta sytuacja w jakiś sposób zraziła Pana do piłki nożnej?
Wręcz przeciwnie. Ostatnie wydarzenia tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że problemem polskiej piłki nie są ani dzieci, ani trenerzy, ale często niekompetentne osoby zarządzające klubami. Osoby, które nie rozumieją realnych potrzeb sportowców i nie potrafią stworzyć im odpowiednich warunków do rozwoju.
Czy w przypadku otrzymania oferty z innego klubu jest Pan otwarty na jej przyjęcie?
Nie pozwolę, by cała ta sytuacja odebrała mi pasję do pracy trenera. To nie tylko zawód, to całe moje życie. Chcę być wobec wszystkich w pełni szczery, otrzymałem już dwie propozycje pracy, ale zdecydowałem się je odrzucić. Dlaczego? Bo dopóki tli się choćby iskra nadziei na pozytywne zmiany, Sparta pozostaje dla mnie na pierwszym miejscu. Wierzę, że warto walczyć do końca.
Dziękuję za pełne emocji odpowiedzi.
Dziękuję, chciałbym tylko dodać, że jest to mój pierwszy i jedyny wywiad jakiego udzielam w związku z zaistniałą sytuacją.

