Folklor podlaskich boisk

Zapiski szalikowca ŁKS-u. Ciekawe wspomnienia z podlaskich trybun

Na stronie kibiców ŁKS-u Łomża można przeczytać coś, co na pewno zaciekawi wszystkich lubiących historię naszej lokalnej piłki i jej niepowtarzalny klimat. Co to takiego?

Właśnie opublikowano trzecią część… zapisków szalikowca Łomżyńskiego Klubu Sportowego. Przeczytacie w nich wspomnienia meczów ŁKS-u z podlaskimi rywalami, widziane okiem kibica-ultrasa, który skupia się, rzecz jasna, na tym, co działo się na trybunach.

W trzeciej części zamieszczono relacje z meczów w sezonie 2000/2001. Oto kilka fragmentów, które zachęcą Was do przeczytania całości!

ŁKS ŁOMŻA – Orzeł Kolno

Co za żenada! Przez cały mecz na stadionie panuje piknik. W młynie zbiera się nas ok. 15 osób, prawie nie dopingujemy – oby jak najmniej takich meczy…

Pomorzanka Sejny – ŁKS ŁOMŻA

Ten wyjazd planowaliśmy odpuścić sobie, jednak na kilka dni przed meczem ugadujemy się
z piłkarzami i trenerem na to, że po niewielkiej zrzucie na paliwo możemy się razem zabrać. Idziemy na to. Z  Łomży wyjeżdżamy w 15 osób. Droga spokojna, ale długa i męcząca (107 km w jedną stronę). W Sejnach jesteśmy ponad godzinę przed meczem, chodzimy se trochę po tej mieścinie, zachodzimy też na piwo. Ogólnie spokój, nikt nas nie niepokoi, pomimo że jesteśmy w łomżyńskich szalach. Około 30 minut przed meczem idziemy już na stadion, tam rozwieszamy 2 flagi i oczekujemy na spotkanie. Po chwili pod stadionem za naszymi plecami pojawia się psiarnia, straż pożarna itd. (kilka tygodni temu trochę Augustów tu szalał).
W pierwszej połowie prowadzimy spoko doping. Miejscowi też próbowali się zbierać, dopingować, ale nim z tego nie wychodziło, nie potrafili się zgrać. W ogóle na stadionie wśród miejscowych panuje typowy folklor. Druga część meczu już słabsza w naszym wykonaniu, bardziej skupiamy się na rozmowach i przedrzeźnianiu się z głupkowatą strażą pożarną…Po ciekawym spotkaniu nasi piłkarze wygrywają 2:1. Po meczu idziemy pod budynek klubowy i tam około godziny czekamy na naszych kopaczy. W między czasie zza płotu w naszą stronę napina się kilku małoletnich miejscowych, gdy jeden od nas rusza w ich stronę uciekają w popłochu.

PUCHAR POLSKI
Iskra Poryte Jabłoń – ŁKS ŁOMŻA

W tegorocznych rozgrywkach Pucharu Polski trafił nam się bardzo egzotyczny rywal z pod zambrowskiej wsi. Na ten wyjazd podobnie jak do Sejn jedziemy z piłkarzami, tym razem w 7 osób (środa). Po dość długich poszukiwaniach tej wioski, wreszcie dojeżdżamy. Tam wielkie zdziwienie – stadionem Iskry okazuje się zwykłe wiejskie boisko, na którym nie ma trybun, ławek, żadnej ochrony – nawet nie jest ogrodzone…Pierwsza połowa meczu upływa spokojnie, z dość dobrym dopingiem dla ŁKS-u, miejscowi nie dopingują. W trakcie przerwy podchodzi do nas 2 miejscowych i koleś mieniący się fanatykiem Olimpii Zambrów (ponoć w Porytym jest ich fan club) zaczynają się pruć,  próbują nas sprowokować i udaje im się to – zostają trochę obici i przegonieni.

Za chwilę pojawia się co najmniej trzy razy więcej chamów od nas – idą w naszą stronę – czekamy. Dochodzi do małej szarpaniny, ale sytuację uspokajają nasi i miejscowi działacze. Chamy odpuszczają, ale po ich twarzach widać, że to jeszcze nie koniec. No cóż, zaczyna się druga połowa spotkania, my zajmujemy się dopingowaniem naszych graczy, ogólnie spokój już do końca meczu.

Natomiast po jego zakończeniu w naszą stronę idzie kilkudziesięcioosobowa grupa wieśniaków ze sprzętem, stoimy na swoim miejscu i czekamy na obrót sytuacji, w pewnym momencie koło nas stają nasi piłkarze. Dochodzi do szarpaniny, zaraz do akcji wkraczają miejscowi gracze, ale tylko po to aby uspokoić swoją widownię, Ci widząc, że nie pójdzie im tak łatwo odpuszczają. Wyjazd wypadł raczej średnio w naszym wykonaniu…

CAŁOŚĆ TEGO TEKSTU I POZOSTAŁE CZĘŚCI PRZECZYTACIE TUTAJ.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *