Na internetowej stronie Przeglądu Sportowego ukazał się artykuł o pracy sędziów w niższych ligach. Pojawiają się w nim wątki z naszego regionu, choć w niektórych przypadkach zostały zmienione nazwy klubów.
W jednym z fragmentów czytamy:
„Z kolei w Wiźnie (Podlasie) boisko położone jest obok rzeki. – Przyjeżdżam i się dziwię – wspomina sędzia Jacek Klimowicz z Białegostoku. – Mówię: „Panowie, jak wy chcecie tu grać? Przecież piłka wpadnie do rzeki i po meczu!”. „Spokojnie, ja tu od tego jestem” – słyszę w odpowiedzi od gościa, który siedział w łódce przy brzegu. I faktycznie, gdy tylko piłka lądowała w wodzie, on chwytał za wiosła, wyławiał piłkę siatką na motyle i można było grać dalej. W żartach prosiłem piłkarzy, by mimo wszystko częściej jednak grali drugą stroną boiska – zdradza Klimowicz”.
Z tekstu jasno wynika, że problemy sędziów, gwiżdżących na poziomie niższych lig, to nie tylko agresja werbalna i niewerbalna. Zmagają się także z problemami organizacyjnymi. Czytamy w nim m.in. o boisku, przez które wytyczona była droga do pobliskiego kościoła i jeśli mecz rozgrywany był w czasie mszy, sędzia musiał pilnować, żeby nie doszło „konfliktu interesów”.
Inny fragment dotyczący Podlasia to ten o… widłach.
„Na Podlasiu postrachem arbitrów są Piliki, gdzie przy boisku – ot, na wszelki wypadek – stoją wbite w ziemię widły” – czytamy w Przeglądzie Sportowym.
To jednak nie wszystko, co dotyczy naszego regionu. Więcej przeczytacie w tekście, do którego link znajdziecie poniżej.
Jeśli chcesz podzielić się swoją opinią, zostaw komentarz pod tekstem!

